Większość projektantek, które do mnie trafiają, nie ma problemu z samym projektowaniem. Problem zaczyna się przy wycenie, przy poprawkach, których nikt nie policzył, i przy tym wszystkim, co robią za darmo, bo „klient zapytał”. Jak przejść od 150 do 250 zł za metr?
Iwona Jastrząbek była dokładnie w tym miejscu. Wyceniała projekty przez pryzmat portfela klienta, zaniżała stawki ze strachu, że ktoś się nie zgodzi, i dorzucała kolejne rzeczy gratis. Dziś bierze 250 zł za metr zamiast 150 zł, prowadzi płatne konsultacje i nadzory autorskie, a zdjęcia jej realizacji kupiły marki takie jak Basalte, Hajnówka czy Axor.
W tym wywiadzie Iwona opowiada, jak do tego doszła. Bez wielkiego przełomu z dnia na dzień, raczej przez policzenie własnego czasu i kilka decyzji, które wcześniej wydawały jej się nie do ruszenia. Jeśli rozpoznajesz u siebie ten sam mechanizm zaniżania własnej pracy, jej historia może Ci kilka rzeczy rozjaśnić.
W skrócie
- Punkt startowy: firma na wczesnym etapie, zlecenia głównie z polecenia, zaniżone stawki, darmowe poprawki i praca poza umową.
- Co zmieniło grę: mierzenie realnego czasu pracy nad projektem i podniesienie stawki ze 150 do 250 zł za metr kwadratowy.
- Nowe elementy oferty: płatne konsultacje projektowe i nadzory autorskie zamiast darmowego doradzania.
- Efekt: publikacje realizacji u marek premium (Basalte, Hajnówka, Axor), jasne granice i spokój zamiast ciągłej improwizacji.
- Co najbardziej pomogło: mentoringi w Akademii Przedsiębiorczego Architekta i zmiana myślenia, że to ona jest specjalistką, do której klient przychodzi po wiedzę.
Projektujesz ponadczasowe wnętrza. Dla kogo dokładnie i dlaczego akurat tak?
Projektuję ponadczasowe wnętrza dla osób, które cenią niepowtarzalność i nie chcą masowych rozwiązań. To głównie ludzie w wieku 30-50 lat, bardzo aktywni zawodowo, którzy nie mają czasu zajmować się remontem i chętnie oddają te tematy w moje ręce. Mają stabilną sytuację finansową i świadomość, że funkcjonalna, przemyślana przestrzeń to inwestycja, a nie koszt. Są gotowi zapłacić za wygodę i święty spokój we własnym życiu.
W moich projektach nie kieruję się trendami, bo te szybko tracą na aktualności. Szukam rozwiązań, które pięknie się starzeją i z czasem zyskują na wartości. Nigdy nie kopiuję projektów ani nie używam tych samych detali. Każde wnętrze tworzę od czystej karty, dobierając poszczególne elementy w stu procentach pod charakter, styl życia i osobowość konkretnego klienta.
Jak wyglądał Twój punkt „przed”, zanim zaczęłaś świadomie układać swój biznes?
Byłam początkującą projektantką i w mojej codzienności rządziły wątpliwości i niepewność. W relacji z klientem byłam raczej wycofaną słuchaczką niż osobą, która świadomie wyznacza kierunek współpracy. Więcej słuchałam, niż mówiłam, rzadko wyrażałam własne, eksperckie zdanie, bo za wszelką cenę próbowałam dopasować się do inwestora. Żyłam w przekonaniu, że jeśli zrobię dokładnie to, co mi dyktuje, to tylko wtedy będzie zadowolony.
Firmę miałam już zarejestrowaną, ale była na wczesnym etapie. Zlecenia szły głównie z polecenia, a ja biernie czekałam, aż pojawi się kolejny inwestor. Chęć zdobycia projektu była we mnie tak duża, że bardzo często zaniżałam stawki i robiłam mnóstwo rzeczy wykraczających poza umowę. Dokładałam sobie kolejne obowiązki, za które nikt mi nie płacił, i regularnie pracowałam za darmo.
To teraz najważniejsze pytanie. Jak przeszłaś od 150 do 250 zł za metr i jak to się stało, że Twoje projekty publikują znane marki?
Na początku wyceniałam projekty przez pryzmat portfela klienta. Zastanawiałam się, ile dana osoba jest w stanie zapłacić, a kiedy wychodziła mi zbyt wysoka kwota, sama ją zaniżałam ze strachu, że inwestor, zwykle ktoś znajomy, nie zaakceptuje oferty i zostanę bez pracy.
Przełom przyszedł przy wymagającym, bardzo indywidualnym projekcie z nadzorem autorskim. Wtedy, równolegle przerabiając materiały w Akademii Przedsiębiorczego Architekta, zrozumiałam, jak długim, skomplikowanym i wyczerpującym procesem jest tworzenie architektury wnętrz. Zobaczyłam czarno na białym, w liczbach, ile czasu to ode mnie wymaga. Inwestorzy byli bardzo wymagający, często chcieli zmian w momencie, gdy dokumentacja była już gotowa, co oznaczało dla mnie kolejne godziny darmowych poprawek.
Wtedy dotarło do mnie, jak duża ciąży na mnie odpowiedzialność i jak bardzo do tej pory zaniżałam swoją pracę. Wytrenowałam w sobie odwagę, żeby głośno powiedzieć klientowi: „Nie zgadzam się, ta propozycja się nie sprawdzi”. Dojrzałam do roli eksperta. Zaczęłam jasno tłumaczyć, że jestem tu po to, żeby zorganizować przestrzeń pod ich realne potrzeby i styl życia, i że muszą mi w tym zaufać.
Dzięki Akademii Przedsiębiorczego Architekta zaczęłam skrupulatnie mierzyć czas pracy. Ta systematyczność otworzyła mi oczy. Liczby dobitnie pokazały, jak bardzo pracowałam na własną niekorzyść, i dopiero ta świadomość pozwoliła mi podnieść stawki ze 150 do 250 zł za metr kwadratowy.

Zmieniłam też podejście do wolnego czasu. Dziś ewentualny brak zleceń wolę wykorzystać na życie rodzinne, rozwój i relaks niż na pracę za pół darmo.
Wprowadziłam do oferty płatne konsultacje projektowe. Wcześniej doradzałam za darmo, bo ktoś zapytał, bo ktoś czegoś chciał, a moja chęć pomagania, która jest silną cechą mojej osobowości, przekładała się na to, że okradałam z czasu własne dzieci, najważniejsze osoby w moim życiu. Dziś wiem, że moja wiedza i doświadczenie to praca, z której żyję, i nie oddaję jej w prezencie.
Ogromnym sukcesem i nagrodą za ten trud była profesjonalna sesja zdjęciowa mojego projektu. Zdjęcia z tej realizacji kupiły prestiżowe marki, takie jak Basalte, Hajnówka i Axor. To dla mnie wielkie wyróżnienie i potwierdzenie, że to, co robię, ma głęboki sens, a moje wnętrza mogą być inspiracją dla innych.
Projektuję domy, w których po prostu dobrze się żyje. Są nie tylko ładne, ale przede wszystkim funkcjonalne, nie wymagają ciągłego sprzątania i układania pod linijkę, żeby wyglądały reprezentacyjnie. Nawet przy niespodziewanych gościach taki dom broni się sam, bo jest mądrze zaplanowany pod intensywne życie rodzinne.
Publikacja tych zdjęć była moim cichym, skrywanym marzeniem. Myślałam, że to abstrakcja zarezerwowana wyłącznie dla najlepszych z najlepszych, całkowicie poza moim zasięgiem. A tu nagle pstryk i to się dzieje. Udział w Akademii Przedsiębiorczego Architekta dał mi solidne fundamenty pod budowę własnej marki, a w przyszłości może też własnego zespołu.
Najpiękniejszy jest w tym wszystkim spokój i świadomość, że nie muszę robić wszystkiego tu i teraz. Mogę rozwijać się we własnym tempie i na nic nie jest za późno.
Co konkretnie zmieniło się u Ciebie, odkąd jesteś w Akademii Przedsiębiorczego Architekta?
Najsilniejszym fundamentem stała się całkowita zmiana myślenia. Projektowanie przestało być całym moim życiem. Jest teraz jego ważną, satysfakcjonującą częścią, ale już nie poświęcam mu się bezgranicznie kosztem siebie. Bardzo pomogło mi zrozumienie, że to ja jestem specjalistką. Inwestorzy wybierają mnie właśnie dlatego, że wierzą w mój profesjonalizm, wiedzę i doświadczenie.
Ta pewność przełożyła się na konkretne decyzje biznesowe. Zaczęłam świadomie podchodzić do wycen, dokładnie analizuję czas, jaki zajmuje mi praca nad danym projektem, dzięki czemu moje stawki są adekwatne do wysiłku, a nie przypadkowe.
Przestałam wychodzić przed szereg i robić rzeczy ponad program, takie jak darmowe wyręczanie klientów. Zamiast tego poszerzyłam ofertę o płatne konsultacje projektowe i nadzory autorskie. Dziś nie sprzedaję już samych „suchych” projektów czy wizualizacji. Sprzedaję swoje zaangażowanie, wiedzę, doświadczenie i obowiązkowość, a inwestorom daję poczucie kontroli i bezpieczeństwa.
Mówisz, że to mentoringi okazały się dla Ciebie przełomem. Dlaczego akurat one?
Nie spodziewałam się, że to właśnie mentoringi staną się punktem, który całkowicie mnie odmieni. Na początku wyobrażałam je sobie jak szkolenie realizujące sztywny plan krok po kroku. Rzeczywistość przerosła moje oczekiwania, bo te spotkania nie są reżyserowane, wszystko dzieje się spontanicznie.
Agnieszka ma dar, żeby o każdej z nas powiedzieć coś konkretnego, trafnie zdefiniować problem i wskazać cechy, które mogą być naszą zaletą albo wadą. Każda zostaje wysłuchana i nigdy nie ma sytuacji, w której ktoś przerywa ze względu na kończący się czas.
Poza comiesięcznymi spotkaniami jest z nami w stałym kontakcie mailowym i do każdej podchodzi indywidualnie. Słuchając o wyzwaniach innych dziewczyn z grupy, często uświadamiam sobie, nad czym jeszcze powinnam popracować u siebie. Ta zmiana świadomości przełożyła się nie tylko na biznes, ale też na życie prywatne.
Co według Ciebie wyróżnia Akademię Przedsiębiorczego Architekta od innych kursów, które kiedyś przerabiałaś?
Moją największą obawą przed dołączeniem było to, czy inwestycja tak dużej kwoty w samą siebie ma sens. Na rynku jest mnóstwo kursów, które kupuje się, odkłada na półkę i nigdy do nich nie wraca. Tu jest inaczej, bo te szkolenia są żywe.
Na każde moje pytanie pojawia się reakcja i odpowiedź, mam stały kontakt z ludźmi przez Kwadranse Akademickie, mentoringi i rozmowy z Agnieszką. Poczucie przynależności do społeczności, która rozumie te same problemy, daje ogromne bezpieczeństwo i nie ma tu głupich pytań.
Każdy etap programu zawiera dużo materiałów pomocniczych, ale to nie są sztywne szablony do bezmyślnego przekopiowania. To punkt wyjścia, który mogę dowolnie zmodyfikować pod specyfikę swojego biura i własną wizję prowadzenia firmy. Dochodzi do tego elastyczność, bo nie trzeba iść po kolei od pierwszego do ostatniego modułu.
Jeśli mam pilny problem, skaczę od razu do rozdziału, który mnie interesuje, choć przerobienie całości świetnie pokazuje, jak poprawić wydajność całego biura.
Z czego jesteś dziś najbardziej zadowolona?
Najbardziej cieszy mnie mój wewnętrzny rozwój i zmiana, jaka we mnie zaszła. Zaczęłam podejmować świadome decyzje i stawiać jasne granice, a to zbudowało we mnie poczucie bezpieczeństwa, kontroli i spokoju, którego wcześniej tak bardzo mi brakowało. Skończył się wieczny bieg, chaos i improwizacja. Dziś mam konkretny plan działania i czuję, że w pełni panuję nad swoim biznesem.
Co poradziłabyś komuś, kto jest dziś w miejscu, w którym Ty byłaś kiedyś?
Przede wszystkim cierpliwości. To małe kroki sprawiają, że bez zbędnego stresu dochodzimy do celu, więc nie trzeba robić wszystkiego naraz i od zaraz. Pewne procesy wymagają czasu i głębszej analizy. Nie warto nakładać na siebie destrukcyjnej presji, która w pewnym momencie mogłaby nas tylko zniechęcić.
Druga rzecz to odwaga. Wierz w swoje umiejętności, talenty i wiedzę, a zamiast problemów szukaj rozwiązań. Jako projektanci mamy w sobie silną potrzebę tworzenia dla innych, ale nie możemy opłacać tego własnym zdrowiem fizycznym i psychicznym. Życie mamy jedno i najwyższy czas zacząć szanować samych siebie.
To, co u Iwony robi największą różnicę, to nie jeden trik na podniesienie ceny, tylko policzenie własnego czasu i kilka decyzji, które wcześniej wydawały się nie do ruszenia. Podniesienie stawki ze 150 do 250 zł nie wzięło się z odwagi „ot tak”. Wzięło się z liczb, które w końcu pokazały, ile naprawdę kosztuje ją jeden projekt.
Jeśli rozpoznajesz u siebie zaniżanie stawek, darmowe poprawki i pracę po godzinach, dobrym pierwszym krokiem jest spojrzenie na pracownię od strony procesu, klientów, oferty i pieniędzy, a nie tylko kolejnych postów czy poleceń.
Dlaczego pracujesz coraz więcej, zarabiasz podobnie, a kalendarz raz jest pełen, raz pusty, i co z tym zrobić? Pokazuję to na bezpłatnym szkoleniu „Diagnoza Twojej pracowni w 90 minut”. To szkolenie za 0 zł dla projektantek wnętrz, które chcą prowadzić stabilny biznes projektowy. Bez walki o klienta na grupach facebookowych, bez zaniżania stawek i bez darmowych poprawek, które rozjeżdżają harmonogram.
Zapisz się tutaj:
https://kurs.agnieszkapasiekaadamek.com/diagnoza-zapis/
Iwonę znajdziesz na Instagramie: @jastrzabekwnetrza.
Jeśli chcesz przeczytać kolejną taką historię, zajrzyj do wywiadu z inną kursantką Akademii Przedsiębiorczego Architekta: [WYWIAD].
Najczęściej zadawane pytania
Jak Iwona Jastrząbek przeszła od 150 do 250 zł za metr?
Iwona Jastrząbek przeszła od 150 do 250 zł za metr dzięki mierzeniu realnego czasu pracy, analizie zakresu obowiązków i zmianie podejścia do wyceny projektów wnętrz. Zamiast patrzeć na portfel klienta, zaczęła liczyć własny czas, odpowiedzialność i wartość swojej wiedzy.
Co pomogło jej podnieść stawki od 150 do 250 zł za metr?
W podniesieniu stawek ze 150 do 250 zł za metr pomogło jej przede wszystkim mierzenie czasu pracy, udział w Akademii Przedsiębiorczego Architekta oraz mentoringi. Dzięki temu zobaczyła, ile naprawdę kosztuje ją jeden projekt i jak wiele pracy wcześniej wykonywała poza ustalonym zakresem.
Dlaczego przejście od 150 do 250 zł za metr było tak ważne?
Przejście od 150 do 250 zł za metr było ważne, bo oznaczało nie tylko wyższą cenę projektu, ale też zmianę myślenia o własnej pracy. Iwona przestała traktować poprawki, doradzanie i dodatkowe obowiązki jako coś, co trzeba robić za darmo.
Czy przejście od 150 do 250 zł za metr wymagało zmian w ofercie?
Tak, przejście od 150 do 250 zł za metr wiązało się także z uporządkowaniem oferty. Iwona wprowadziła płatne konsultacje projektowe i nadzory autorskie, zamiast doradzać za darmo i wykonywać zadania poza umową.
Czy historia od 150 do 250 zł za metr może pomóc innym projektantkom wnętrz?
Tak, historia przejścia od 150 do 250 zł za metr może pomóc projektantkom wnętrz, które zaniżają stawki, boją się wyższych cen i wykonują darmowe poprawki. Pokazuje, że podniesienie cen może wynikać z liczb, uporządkowanego procesu i jasnych zasad współpracy z klientem.
Czy 150 do 250 zł za metr to tylko kwestia ceny projektu wnętrz?
Nie, 150 do 250 zł za metr to w tym wywiadzie coś więcej niż sama cena projektu wnętrz. To przykład zmiany podejścia do prowadzenia pracowni, wyznaczania granic, płatnych konsultacji, nadzorów autorskich i świadomego budowania marki projektowej.



